poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Dramat Ojca

Nie wszystko, co wiąże się z osobą Boga, "zapiera mi dech". Są też takie sprawy dotyczące Jego istoty, które "mrożą mi krew w żyłach" (wyrażenie na tyle często używane, że zyskało już, mam nadzieję, rangę "public domain", nie muszę zatem czuć się winna popełnienia plagiatu). Korzystając z pośrednictwa proroka Izajasza Bóg zaczyna od tego, że dzieli się przepełniającym go uczuciem bólu z całym, praktycznie, stworzeniem: "Słuchajcie, niebiosa, i uważnie przysłuchuj się, ziemio! Gdyż oto Pan mówi: (teraz, teraz wypowie te słowa, które, ilekroć je czytam, sprawiają, że robi mi się zimno i strasznie) Synów odchowałem i wypiastowałem, lecz oni odstąpili ode mnie." Walcząc z własną wyobraźnią, która bardzo antropomorfizuje obraz Boga Ojca i Jego sposób odczuwania, poddaję się i jednak widzę, "przed oczami duszy mojej" (wiem, Szekspir, ale czyje tłumaczenie?) postać Ojca, w średnim wieku, może amerykańskiego farmera, (nic na to nie poradzę, ale wygląda trochę jak długowłosy pieśniarz z zespołu Gaither Band) siedzącego na wysokim kamieniu, z widokiem na to wszystko, co piękne, żyzne i bogate; wszystko to z wielką miłością i starannością przygotował dla tychże wypiastowanych przez Niego synów. A teraz krzyczy tak, że słyszą Go Niebiosa i Ziemia; w tym krzyku jest ból odrzuconej miłości.... Nam ludziom też nieraz (pewnie częściej niż rzadziej) jest dane odczuwać taki ból. Cóż, jesteśmy w tym podobni do naszego Stwórcy i Ojca...W Nim jednak nieodmiennie jest Miłość, która, nawet odrzucona, sama nie odrzuca. I w tym miejscu znowu "zapiera mi dech"!

1 komentarz:

  1. To dopiero początek, ale ja już jestem zachwycona i pełna podziwu. Piękne teksty!

    OdpowiedzUsuń